Nie pływajcie z kapitanami, o których nikt wam nie jest w stanie nic powiedzieć…

61
43925

„Dobry żeglarz, to nie ktoś wyszkolony technicznie i teoretycznie. Dobry żeglarz to ktoś, kto jest świadomy wartości, etykiety i kultury żeglarskiej, dobry żeglarz to żeglarz pokorny, bo świadomy potęgi wiatru i wody, w końcu to żeglarz otwarty na nowych ludzi, doświadczenia, wyzwania, bo żeglarstwo to, oprócz pasji i przygody, odkrywanie i praca nad własnymi słabościami”

Dla nas to nie są puste słowa, szczególnie weryfikowane przez rzeczywistość… kiedy spotykamy na swojej drodze kapitana, który tych słów nie rozumie.

Główne przesłanie? Nie pływajcie z kapitanami, o których nikt wam nie jest w stanie nic powiedzieć.

My popłynęliśmy na s/y Jagiellonia po Morzu Śródziemnym w ostatnim tygodniu maja 2016, pomimo tego, że o Michale I. (z Wrocławia) praktycznie żadnych informacji nie znaleźliśmy, a dotyczących żeglarskich doświadczeń- nic.

Michał I. był kapitanem podczas rejsu na s/y Jagiellonia na Morzu Śródziemnym, który nie zapoznał się z umiejętnościami czy doświadczeniem żeglarskim załogi, który nie wyznaczył oficerów wacht. Kapitan, który nie zrefował żagli (fok, grot, bezan) przy wietrze 6B i przybierającym na sile. Kapitan, który podczas czterogodzinnej nocnej wachty ani razu nie pojawił się na pokładzie. Skutkiem niepodjęcia decyzji o refowaniu żagli, był rozdarty fok, niekontrolowany zwrot i pęknięta szekla od talii grota. Dla Michała I. był to powód wywołania pozostałej części załogi (sześć osób) na pokład, krzycząc i wprowadzając element paniki.

Bez najmniejszego stresu jedynie dwie dodatkowe osoby na pokładzie ściągnęły porwanego foka, i wymieniły uszkodzoną szeklę. Mimo to decyzją kapitana dalej szliśmy na silniku. Okazało się jednak, że płynąc na silniku, pod falę, przy zafalowaniu 3-4 metry, do zęzy dostaje się woda… Michał I. zachował się tak, jakby był w panice, krzyki, że sytuacja poważna, że nie wiadomo, co się dzieje, ze wszyscy na pokład, że szelki itd. Decyzją kapitana wyłączyliśmy silnik, stanęliśmy w dryf bez żadnych żagli i Michał I. „wcisnął distress”, przekazał informację do SAR’u, że nabieramy wody szybciej niż wypompowujemy. Byliśmy zdziwieni, ponieważ wody nie przybywało jakoś zauważalnie, wciąż nie była widoczna nad gretingami. Żagle sprawne, silnik sprawny, jedyne, co dolegało jachtowi to rozładowane akumulatory i zepsuty alternator- czyli brak prądu, co skutkowało brakiem świateł nawigacyjnych. Michał I. nie wydał załodze żadnych rozkazów poza zrzuceniem żagli, nikt nie otrzymał rozkazu odszukania miejsca ewentualnego przecieku jachtu. W tej sytuacji kapitan uznał za uzasadnione użycie „distress”. Uznał również za uzasadnione wystrzelenie dwóch flar za rufą kontenerowca, który nas minął. Uznał również za stosowne pójście spać do kajuty, czując się zmęczonym, wachcie natomiast kazał oczekiwać na jednostkę SAR.

Nie uznał za stosowne zapoznanie się ze stanem jachtu, nie uznał za stosowne powiadomienie załogi o dalszych krokach, nie uznał za stosowne nasłuchiwanie przy radiu (spał zamknięty w kajucie), nie uznał za stosowne powiadomienie SAR’u, ze nie potrzebujemy dodatkowej pompy spalinowej, ponieważ nie nabieramy wody w takim tempie by była niezbędna, nie uznał za stosowne rozpoczęcie ręcznego wypompowywania wody z zęzy, nie uznał za stosowne wyjść na pokład w momencie, kiedy przyleciał rescue helikopter by podać nam pompę na pokład.

O ile dla nas ta sytuacja była po prostu absurdalna, aż strach pomyśleć, że gdyby w tym czasie ktoś inny naprawdę potrzebował pomocy, helikopter był zajęty niepotrzebną misją, a łódź SAR’u płynęła kilka godzin by pomóc jachtowi, któremu nic nie dolegało i nadawał się do samodzielnej żeglugi, kontenerowiec Isodora asystował nam kilka godzin, pilnując byśmy nie zatonęli. Wodę wypompowaliśmy dopiero w Santa Eulalia, dokąd SAR zaciągnął jacht po dziesięciu godzinach od wezwania, przez cały ten czas jedynie przy przechyle woda wydostawała się ponad greting. Cała ta niepotrzebna akcja została wyceniona przez SAR na kwotę 5,5 tys. euro, którą zostanie obciążony armator.

Michał I. również nie potrafi wyciągać jakichkolwiek wniosków z doświadczeń, które przeżył. Kilka dni po przygodzie z SAR, w czasie nocnego przelotu Palma de Mallorca– Barcelona ponownie trafił się nam silniejszy wiatr (5-6 przy szkwałach 7). Michał I. jak poprzednio przy dość dużym zafalowaniu postanowił uruchomić silnik i przy całej naprzód płynąć pod falę, obawiając się żeglowania pod żaglami. Decyzja ta doprowadziła do przegrzania silnika i zagotowania wody w układzie chłodzenia.

Pełni obrazu Michała I. jako kapitana dopełniają fakty kilkukrotnego nieumiejętnego odejścia od kei, po oddaniu wszystkich cum po prostu odpływał na pełnych obrotach silnika, rysując rufę czy burtę, brak przemyśleń na temat możliwości wykorzystania cum, szpringów i odbijaczy, brak rozdzielenia zadań załodze przy manewrze odejścia. Nieumiejętność wiązania najprostszych węzłów, czy klarowania żagla. Nawigowanie jachtem i wyznaczanie kursu w oparciu o mapy i GPS w telefonie komórkowym, co skutkowało przepływaniem niebezpiecznie blisko skał, czy lądu. Rozkręcanie obrotów silnika do powodujących jego przegrzanie się, brak podejmowania jakichkolwiek decyzji dotyczących ożaglowania- refowanie, stawianie i ściągnie żagli, w pewnym momencie należało już do widzimisię załogi. Widoczny strach i nieobycie podczas pracy przy żaglach w nocy. Przywoływanie gwizdaniem „marinero” w marinach. Roszczeniowa postawa na każdym kroku, nie tylko w stosunku do załogi, większe zainteresowanie grą „Angry Birds” niż tym, co się dzieje na pokładzie….itd.

To wszystko i wiele więcej popchnęło nas do napisania tego tekstu, aby przestrzec innych żeglarzy przed pływaniem z nikomu nieznanymi kapitanami, uważajcie- mogą się okazać mniej doświadczeni od was, i niekompetentni. Naszym celem również jest ostrzec przed Michałem I.

My na pewno z Michałem I. więcej nie popłyniemy w rejs.

Marta Karoń, Łukasz Stocki

Autor zdjęć: Marta Karoń

Otrzymaliśmy także odpowiedź od wymienionego w tekście kapitana, jednak po kilku godzinach od publikacji w drugim mailu kazał ową wypowiedź usunąć.

61 KOMENTARZE

  1. Ech, z całego serca wam współczuję, że trafiliście na takiego ancymona… Mogło sie skoczyć dużo gorzej.

    Może warto jednak nie owijać e bawełnę i podać nazwisko tego Pana? Tak to inni, Bogu-ducha-winni, Michałowie I. mogą mieć nieprzyjemności, jeżeli są tacy w środowisku żeglarskim.

  2. tak niestety to nie są wyjątki pamiętam rejs „Lady B” z kap[itanem P. , ktory po przejsciu Atlantyku z nieprzygotowana załogą był wg mnie niedeysponowany psychicznie ( jestem lekarzem ) odpowiedni wpis pozostawiłem jako oficer w dzienniku jachtowym i powiadomiłem Pana Krzysztofa Baranowskiego – bez echa .Ten kapitan zagrażał swoimi decyzjami życiu załogi. Myślę ,że dobrym pomysłem byłoby stworzenie strony FB zły kapitan uwaga

    • Szanowny doktorze tu JJL. Po wprowadzeniu przez Ministerstwo Sportu zmian w systemie stopni,/ brak egzaminu na stopień kapitana jachtowego/ takie sytuacje będą …..W strukturze PZŻ na szczęście istnieje Sąd Związkowy, to jedna z dróg by bezstronnie wysłuchać obu stron……itd. Stale zmiany ułatwienia, a morze jakie było bezwzględne 50 lat temu takie jest i teraz. Kiedyś sternik jachtowy pu wiedział że przy 6-7B tylko zarefowany jacht a nie silnik i cała naprzód, daje poczucie bezpieczeństwa, przetrwania a nie walki, doświadczenie uczy pokory, przewidywania . Można by tak bez końca. Tylko ujawnianie problemu troszkę może zaoszczędzić takich przeżyć . Pozdrawiam.

      • Akurat p.kpt. P. jest naprawdę znakomitym żeglarzem (znam go bardzo dobrze). Ale jednocześnie diagnoza p.dr JJL jest prawdziwa. Miałem z tego rejsu inną relację.

      • Ale zauważasz, drogi „Jansilverze”, że piszesz o „kapitanie P”, który kapitańskie szlify dobył wiele lat przed tym, jak Ministerstwo Sportu dokonało zmiany, o której piszesz? Wiesz – wynikającej z zapisów ustawy kosmetycznej zmiany w niezmiennie archaicznym, restrykcyjnym i nie przystającym do współczesnych realiów polskim „systemie stopni”…

        Zauważasz, drogi „Jansilverze”, jak egzotyczne jest proponowanie tu „drogi” do… sądu koleżeńskiego jakiegoś stowarzyszenia sportowego? Cóż owa „droga” miałaby oferować załogantom bardziej lub mniej komercyjnych rejsów, którzy odczuli potrzebę ulania żółci na swoich przypadkowych kapitanów? Czy zanim dokonałeś swego anegdotycznego wpisu – sprawdziłeś może, drogi „Jansilverze”, jakie są kompetencje tego „sądu”?
        Służę: http://pya.org.pl/zwiazek/wladze_pzz/sad_zwiazkowy/przepisy_i_regulaminy

        Wziąłeś może pod uwagę, drogi „Jansilverze”, że wspominanie tworu zwanego „sternikiem p.u.” naraża Cię na kompletny brak zrozumienia u sporej części czytających? Czy masz świadomość, że piszesz o „stopniu”, który nie funkcjonuje w Polsce od…. 07 lipca 1996 roku? Czyli od niemal 20 lat!!!!!!

  3. Dziwi mnie ten list, dziwi z tego powodu, że jak mniemam osoba która to pisze zdawała sobie sprawę z braku umiejętności kapitana i nie podjęła wysiłku by zdominować szaleńca i zrobić porządek na jachcie. Podstawową zasadą jest nie pchać się w kłopoty, niekiedy trzeba wiele wysiłku, szczególnie intelektualnego, by kłopoty ominąć. Żeglarstwo wymaga odwagi i rozstropnosci ale kiedy trzeba wymaga agresji i rozstropnosci. Bardzo często zdarza się to w stosunkach międzyludzkich wśród małej grupy ludzi. Zdecydowana postawa, a nie chowanie głowy w piasek uporządkowałaby sytuację. Pacyfizm i demokracja nie działają na morzu.

    • to było pierwsze wyjście w morze na tym rejsie… nie wiedzieliśmy co się wydarzy.. nikt się nie spodziewał takiego rozwoju wypadków…. na późniejszym etapie już jak byliśmy przygotowani na pewne reakcje to inaczej cała sytuacja na morzu wyglądała… nikt z nas nie podejrzewał że zostanie wezwany SAR…

      • to prawda. Gdyby nie postawa załogi to SAR wzywany byłby przez kapitana również w drodze powrotnej z Balearów do Barcelony, ponieważ wiało 5-6 (7) a „kapitan” nie wydał polecenia zrefowania żagli ( robiliśmy to sami)i jechał pod falę na silniku jakby niczego nie nauczył się tej feralnej nocy . W sumie większośc decyzji podejmowała bardziej doświadczona część załogi nie pytając go o zdanie by oszczędzić wszystkim paniki a SAR-owcom kolejnej zbędnej fatygi.

        • Jacht, o którym mowa, to nie plastikowa Bavaria tylko ciężki, drewniany Opal, przy 6-7B dopiero zaczyna porządnie płynąć. Odpowiednio zrefowane żagle i wiatr nie stanowi żadnego problemu. Ma dwa sztagi, więc przygotowanie zawczasu mniejszego foka do szybkiej zmiany także powinno być oczywistością.

          Jego silnik nie jest przeznaczony do jazdy pod wiatr i na fali przy takiej sile wiatru, to oczywiste. Założę się, że w tamtych warunkach ledwo posuwał się naprzód i palił jak smok.

  4. 1. Dlaczego nie podajecie nazwiska?
    2. „Cała ta niepotrzebna akcja została wyceniona przez SAR na kwotę 5,5 tys. euro, którą zostanie obciążony armator.”
    Powinien zapłacić kapitan!

    Wojtek

  5. a mnie ciekawi czemu ludzie dają wiarę takim rewelacjom bez refleksji i chwili zastanowienia. Czemu redakcja nie chciała skonfrontować opisu z innymi załogantami? Może samym kapitanem ? Piszemy bo się sprzeda ? Jerzy Szkudlarek: czemu chcesz piętnować jak nie masz pewności, że to prawda ? A jak taki piętnowany kapitan poniesie szkodę ? Zapłacisz za to piętnowanie ? A jeżeli to nie była prawda ? Albo prawda w połowie. Dawali Wołgę ale nie samochód tylko do przepłynięcia.

  6. Bardzo chętnie posłucham opowieści z drugiej strony.

    Łatwo jest hejtować jak się nie jest osobą decyzyjną i nie podejmuje ciężkich decyzji.
    Skoro kapitan stwierdził, że dana sytuacja wymaga pomocy z zewnątrz, to lepiej, że ta pomoc została wezwana, niż za wszelką cenę ciągnięcie rejsu dalej z narażeniem życia całej załogi (morze to nie zabawa).

    Wszyscy szczęśliwie wrócili do domów, armator zgodził się na zapłacenie za akcje, więc nie wszystko było w porzątku z łajbą…

    Może rejs nie należał do najprzyjemniejszych, ale skończył się dla wszystkich powrotem w jednym kawałku.

    • Ja kapitana będę bronił z całych sił bo sam nim jestem i nie życzę nikomu z nas takich komentarzy ze strony załogi , bo przed nami mam nadzieję dużo fajnych rejsów , najważniejsze że podjął decyzję może złą a może dobrą ale podjął i wszyscy wrócili do domu .

      • Tomas, pewnie, broń kogoś bo kumpel po fachu. Też skipperuję, a nie mam zamiaru bronić nikogo, błędne decyzje trzeba rozliczać, a nie zamiatać pod dywan. „Wszyscy wrócili do domu” – pewnie, bo to jest mega ciężkie w czerwcu na balearach, aby wszyscy przeżyli, drugi przylądek Horn normalnie.

  7. Jest relacja załogi i jest relacja kapitana. Różnią się diametralnie. Nie jestem gotów do zbyt pochopnego osądzania która ze stron ma rację i apeluję do wstrzemięźliwości w ferowaniu wyroków. Tak się składa, że w latach 2012 (Morze Czarne) i 2014 (Morze Śródziemne) odbyłem kilka rejsów „Jagiellonią” w różnych warunkach pogodowych, także bardzo ciężkich m.in w listopadzie 2014. Jacht jest przeznaczony dla 10-osobowej załogi, mnie zdarzyły się rejsy w składzie 3-6 osób załogi (siebie nie liczę). Wiem, że pływano na niej w mniejszych składach. Znam więc dość dobrze,a tak przynajmniej mnie się zdaje, możliwości i stan jachtu. „Jagiellonia” to przebudowany/powiększony Opal (pływałem jeszcze na „normalnej” „Smudze Cienia”). Odpowiednio obsługiwany dzielnie sobie radził w ciężkich warunkach. To naprawdę dzielny i dobry okręt. Nam też zdarzały się różne przygody ale zawsze zakończone pomyślnie. W relacji p.kpt.Ickiewicza istotna jest specyfikacja awarii i usterek jachtu w tym rejsie. To budzi uzasadniony niepokój o stan jachtu w dalszej eksploatacji. Rozumiem, że Kapitan opisał wszystko rzetelnie w „Dzienniku Jachtowym” i raporcie dla Armatora a Armator będzie miał okazję się do tego także publicznie odnieść. Jakby nie patrzeć najważniejsze jest bezpieczeństwo ludzi i to w pierwszym rzędzie na Armatorze spoczywa poważna odpowiedzialność. Kapitan często jest bez wyjścia – terminy wymiany, wykupione bilety lotnicze etc. co oczywiście nie oznacza, że świadomie może narażać załogę i jacht na ryzyko. On ponosi największą odpowiedzialność. Temat rzeka, nieprawdaż Panowie Kapitanowie?

  8. Mógłbym zakładać, że w tym co pisze kapitan jest cokolwiek prawdy – gdyby nie jedna, podstawowa sprawa. Powołuje sie na fachową pomoc, ocenę sytuacji bosmana, którego przydzielił armator: „Przydzielił on
    bosmana pracującego nad wymianą silnika i malowaniem poszycia w okresie tuż
    przed wypłynięciem”. Tak się składa, że wiem sporo na temat owego bosmana – Piotrka, ktory oprocz opowiesci o tym gdzie i jak pływał – niczym innym nie moze sie pochwalic. Wszystkie jego opowiesci sa wyssane z palca, nie ma zadnej wiedzy fachowej na temat techniczny jachtu. Absolutnie nie jest osoba techniczna, nie ma pojecia zadnego o zeglarstwie. To co lubi – to zagladac do kieliszka. Powolywanie sie na niego – na jego ekspertyzy itp – to jakies nieporozumienie. Zapewne ma sztame z kapitanem – skoro ten teraz odwoluje sie do jego wiedzy. Po tych slowach kapitana – wiem, ze niestety nie on, ale Marta i Lukasz maja racje. Jagiellonia jest wdziecznym jachtem, ktory wiele wybaczy. Nie do pomyslenia jest to, ze przy zerwanym szocie robi sie panika na jachcie. Inna kwestia – ze faktycznie KYC powinien inaczej podejsc do jachtu – bo to, co ostatnio sie dzieje, to juz kpina.

    • 1) „Jest kilka usterek, ale dam Ci bosmana, który pracował na tym jachcie, żeby miał wszystko na oku.”
      2) „Wiesz jak jest, ale z Piotrkiem dacie radę, przecież się znacie.”
      Wydaje mi się, że gdyby się znali, to by się kpt nie powoływał na bosmana jako eksperta. No i wiedziałby na czym płynie i nie spanikował.
      Moim zdaniem wersja 1) jest bardziej prawdopodobna.

  9. No niestety musze stanac w obronie Kapitana…
    Ja mialem swoja przygode z Jagiellonia w zeszlym roku – a w zasadzie jej brak bo koniec koncow odwolalismy rejs po smsach zalogi jaka znajdowala sie przed nami na jachcie.
    Ten jacht to plywajacy wrak. Armator sztukuje tylko bieżące usterki, ale nie jest to profesionalne usuwanie.
    Na ten sezon mialem byc kapitanem wlasnie na tych majowo – czerwcowych rejsach. Jednak wiosna przeprowadzilem rekonssans, wywiad z osobami ktore plywaly na tym jachcie i zrezygnowalem bo stopien ryzyka ze rejsy beda z problemami bylo zbyt duze.
    Do tego zapewnienia osob z klubu (od armatora) napawaly obawami co do profesionalizmu ich wiedzy o jachcie, silniku, potrzebach i zasadach.
    A teraz Kochana Zalogo: JESTESCIE BEZNADZIEJNI! !!!!
    Chcecie uchodzic za znawcow sztuki zeglarskiej a zapominacie o podstawowej zasadzie „Kapitan ma zawsze racje”. To nie wy tylko on stawalby przed Izba Morska jesli cos staloby sie ktoremus z Was. Wiec nie kwestionujcie jego decyzji bo to on mial uprawnienia a nie Wy i to jemu armator powiezyl jacht i Wasz los. Wiec naprawde takie postawy i teksty jak piszecie to ŻENADA! !!!!!
    Kochana Zalogo mam pytanie na koniec:
    CZY NIKT Z WAS (uwzgledniajac wiedze i doswiadczenie jakie wyplywa z Waszych tekstow) NIE MIAŁ WĄTPLIWOŚCI ZE CENA REJSU JEST NIEADEKWATNA DO AKWENU I ATRAKCYJNOSCI?
    Armator oceruje takie ceny ze kazdy ZDROWY I NORMALNY powinien sie zastanowic nad tym: o co chodzi? Co jest nie tak??? Itd…
    P.s. na zakonczenie: w zeszlym roku zlozylem armatorowi oferte „ogarniecia i wyremontowania” tego jachtu przez zime 2015/16 tak zeby w tym sezonie mozna bylo plywac BEZPIECZNIE.
    ARMATOR NIE MA KASY NAWET NA PODSTAWOWE NAPRAWY, MATERIALY O PROCESIONALNYM SERWISIE NAWET NIEWSPOMINAM.
    …moj czas i doswiadzczenie włożone w jacht w zimie chcialem odplywac w sezonie, ale taki uklad tez byl niemozliwy, bo klubu nie stac na nic, a jacht musi utrzymac „bande” prominentow w Krakowie.
    P.s. do zalogi: wyciszcie emocje i PRZEPROSCIE Kapitana, bo dzieki jego decyzj moze jeszcze wszyscy zyjecie.

    • Tak – „kapitan ma zawsze rację”. Do zakończenia rejsu. Z artykułu wynika, że załoga nie kwestionowała decyzji kapitana podczas rejsu. Nie wykonywała działań sprzecznych z jego wolą. Artykuł jest napisany PO REJSIE. A po rejsie każdy załogant ma prawo do kwestionowania tego, co podczas rejsu robił kapitan. Bo PO REJSIE to już nie jest ICH kapitan, już nie ryzykuje życiem swoim i cudzym. Jest czas na refleksję. Nie feruję wyroków. Ale zmowa milczenia nie jest metodą na rozwój żeglarstwa.
      Ja też mam za sobą rejs, gdzie skipper popełnił masę błędów, w mojej ocenie w połowie wynikających z braku doświadczenia a w połowie z lekceważącego podejścia do bezpieczeństwa i zasad żeglarskich (sporo mógłbym wymieniać). Do dziś żałuję, że po rejsie nie złożyłem na niego skargi przynajmniej do armatora.

    • Mewerlik Konrad Szymański – co takiego konkretnie było niesprawnego na jachcie, że przestraszyłeś się skipperować? Nie obraź się, piszę z ciekawości, bo byłem w tym roku na Jagiellonii jeszcze przed wymianą silnika i usterek które zagrażały mojemu życiu albo bezpieczeństwu nie stwierdziłem. Twoje stwierdzenia do załogi, że są beznadziejni bo odważyli sie skrytykować Pana i Władcę kapitana, są najgorszym zamiataniem brudów pod dywan . Jak kapitan jest dupa, to nie ma co gadać, że wszystko było pięknie, bo miał uprawnienia, bo potem przynajmniej następni ludzie nie natną się na ignoranta.

  10. …i do wszystkich odwaznych wypowiadających sie w temacie:
    Prosze o odrobine ODWAGI i podpisywanie waszych „odwaznych” postow z imienia i nazwiska.

  11. Nie jestem jakimś tam „wilkiem morskim” ale 3 rejsy też zaliczyłem, z czego 2 na M.Śródziemnym i 1 na Bałtyku. Drugi rejs na Śródziemnym już jako 4 oficer (ze stopniem sternika jachtowego p.u.). Było to wprawdzie w latach 80-tych, ale żywioł jakim jest woda chyba się nie zmienił 😉 Wprawdzie relacje załoganta i kapitana są różne jednak nie rozumiem decyzji płynięcia na silniku w sztormowych warunkach i to akurat oboje potwierdzają. Sam w podobnych warunkach prowadziłem nocą jacht (typu Cetus) i sztormując na żaglach poczułem wręcz, że jest on w swoim żywiole ! Poczułem się jak na regatach i tak się wciągnąłem w tą walkę, że przez całą wachtę nie oddałem steru moim załogantom 🙂 Pozdrawiam mojego kapitana Staszka R. 🙂

    • Może kapitan poszedł po rozum do głowy i zastanowił się, czy powinien przed zakończeniem sprawy z ubezpieczycielem i armatorem wypowiadać się publicznie na ten temat. Zamiast polemizować z opiniami swojej byłej załogi na swój temat, zrzucaniem winy na innych, niech lepiej się zajmie pisaniem raportu i zbieraniem dokumentów.

      Na przepraszanie załogi to chyba już za późno. Na ferowanie wyroków chyba nieco za wcześnie. 🙂

  12. Witam, wyczytuję tu same MUNDROŚCI a sedna problemu nie widać.Myślę, że będzie jeszcze gorzej.Szkolenie w opłakanym stanie,JSM nadaje sobie stopień kapitana i bierze odpowiedzialność za życie ludzi.Takie wypadki niestety będą się mnożyć do puki żeglarstwem będzie rządzić lobby mamony i stetryczałe dziadki z PZŻ

  13. Może by tak w końcu ktoś zaczął rozumować to, że jachtami w rejsach komercyjnych powinni dowodzić zawodowi skipperzy.
    Kiedyś mi przed nosem przeleciała właśnie oferta, szukam kapitana ale za darmo, albo za wszawy grosz czy coś.. i to na tym statku!. Nie tędy droga!
    Może po wydatkach związanych z okolicznościami, armator w końcu to zrozumie kilka rzeczy. Może jachty, które nie nadają się do pływania zostaną w portach?
    Z pozdrowieniami dla PRS

  14. Nieostrozni kapitanowie to fakt. Kiedys mialem okazje byc na rejsie z Tomaszem K. z Lodzi. Wyjatkowo nieodpowiedzialny czlowiek.
    Niestety, lansuje sie ostro i nadal naraza ludzi

  15. …a ja Wam powiem ze na tym jachcie dojdzie do tragedii bo armator jest malo powazny i lekcewazy zbyt wiele.
    To tylko kwestja czasu…

    • Jacht jest w stanie nadającym się do kapitalnego, naprawdę bardzo solidnego stoczniowego remontu. Przede wszystkim kadłuba ale nie tylko. Trawestując Napoleona można powiedzieć, że KYC (a więc „Jagiellonii”) brakuje trzech rzeczy: po pierwsze – pieniędzy, po drugie – pieniędzy, po trzecie – pieniędzy. To, co jest robione to jednak tylko kosmetyka. Nie zgadzam się z opinią, że KYC to banda prominentów do utrzymania. Trochę poznałem tych ludzi i mam dla nich sporo sympatii. To prawdziwi pasjonaci. Robią to, na co ich stać. Za sprawy techniczne w KYC odpowiada obecnie osoba z którą pływałem, świetny inżynier i dobry żeglarz. Wydaje się, że z różnych powodów nie chcą przyznać, że „Jagiellonia” powoli dochodzi (o ile już nie doszła) do ściany. Może to i dobrze, że stało się to co się stało i sprawa została upubliczniona. To lepsze niż czytanie o zatonięciu jachtu i związanych z tym ofiarach. Pan kpt.Ickiewicz wycofał swoją odpowiedź załodze ale zdążyliśmy (przynajmniej niektórzy z nas) przeczytać listę usterek. Przecież w planach KYC jest udział w regatach „Tall Ships”. Przyznam, że strach się bać. Może trzeba stanąć przed decyzją zakończenia eksploatacji „Jagiellonii” i sprzedania jachtu? No chyba, że znajdzie się ktoś, kto położy na stół kilkadziesiąt tysięcy złotych i w którymś z polskich portów „Jaga” zostanie porządnie wyremontowana (w Polsce łatwiej skrzyknąć grupę ludzi do pomocy i sprawować odpowiedni nadzór nad remontem). Przez wiele lat związany byłem z Fundacją „Żegluj z nami – Polonus” i wiem, ile kosztuje utrzymanie jachtu w dobrej kondycji.

        • Wiele już zrobiono, więc nie potrzeba aż tyle. To nie jest wrak jak chce p.Szymański, może spokojnie pływać. Ale porządny remont kadłubowi by się przydał. Nie mam orientacji czy szkutnicy na Śródziemnym są tańsi czy drożsi niż w Polsce. Ale remont musi się odbyć pod solidnym armatorskim nadzorem więc w polskim porcie byłby łatwiejszy.

  16. O to reakcja Prominentow z Krakowa – sms ktory wlasnie przed chwila dostalem (sa tez inne gdzie mnie sie straszy postepowaniem Sadowym):
    „A „bande prominentow” stanowczo sobie wypraszam. Lepiej abysmy sie nie spotkali gdyz poprostu dostaniesz po ryju:) Z zeglarskimi pozdrowieniami ”

    A to moja odpowiedz jaka wyslalem w odpowiedzi na smsy:
    „Nie interesuje mnie rozmowa z wami. Ja podpisalem sie z imienia i nazwiska bo mam prawo miec wlasne zdanie i je wyrazilem. Jezeli zarzad czune sie obrażony to moze dochodzic swojego dobrego imienia w postepowaniu sadowym. Uprzedzam jednak ze material jaki mam o jachcie, opinie zeglarzy, zdjecia z hiszpani, zdanie bosmana ktory gada za duzo po pijanemu poloza was w kazdym sadzie. Osobiscie dziekuje Bogu ze nie dalem sie wkrecic w ten jacht.”

    Wiec dla Braci Zeglarskiej:
    Sami sobie wyrobcie zdanie o tym dlaczego ten piekny jacht jest wrakiem i dlaczego jest jak jest.
    A hoj…

    • Dyskusja z której mogłoby wyniknąć coś pożytecznego przerodziła się w zwyczajną i cokolwiek histeryczną pyskówkę.
      Jagiellonia pływa na wielu rejsach i z części z nich załogi wracają z bardzo pozytywnymi wrażeniami. Jest jak w polityce; do mediów trafiają tylko tragedie i sensacje. Żegluję w każdej wolnej chwili przez całe życie. Kapitan ma zawsze rację, ale na jachcie. A po rejsie załoga odczuwa głęboką wdzięczność i szacunek dla kapitana albo mówi sobie: z tym panem nigdy więcej. Warto poznać kapitana przed rejsem, szukając starannie w mediach sporo można się dowiedzieć. Nawet z jego wypowiedzi na forach można wyciągnąć wnioski, czy chce się mieć z nim do czynienia.

  17. Konradzie Szymański, nie masz żadnej bezpośredniej wiedzy o Jagielloni gdyż nigdy na niej nie pływałeś.
    Potwierdzam, że za publiczne nazwanie mnie członkiem ‚bandy prominentów’ zrobię co obiecałem – czyli po żeglarsku dostaniesz w ryja. Obiecuję Ci to wyłącznie w imieniu własnym, a nie KYC.
    Twoich żenujących sms-ów nie przytoczę gdyż byłoby to na poziomie, na którym wyraźnie górujesz doświadczeniem.

    • …wyzwanie przyjmuje i przy okazji mozemy „skoczyc” po zeglarsku na gole klaty, a jak okazji nie bedzie mozemy zrobic ustawke np.przy jamie Smoka Wawelskiego. 😉

      – a tak bardziej powanie mozesz zacytowac gdzie mowilem wprost o Tobie, bo niebardzo potrafie odszukac ten kawalek.

      Wiec nie pusz sie tak bo straszny nie jestes i dyskusja w tym kierunku nie ma sensu.

      W temacie chodzilo o jacht i kapitana, a ze bylem sklonny poswiecic swoj czas i wiedze dla odbudowania legendy s/y Jagiellonia to dobrze wiesz i wiesz ile czasu poswiecilismy na rozmowy, ile pomyslow przeanalizowalismy. Wiec „stary” daj sobie troche luzu, posyp glowe popiolem winy i powiedz to o czym wszyscy wiemy
      JAGIELLONIA OBECIE TO WRAK !!!!

      …bo co to za jacht jak przy 4-5B rwa mi sie zagle i leci olinowanie???

      …a to kiedys byl naprawde wspanialy jacht.

  18. Dwa razy pływałam na Jagielloni i pomimo, że całym sercem kocham ten jacht, to trzeba przyznać, że jest on w fatalnym stanie i ktoś kto jachtu wcześniej nie znał, nie pływał na nim, nie ma minimalnego technicznego ogarnięcia nie powinien się brać za pływaniem na nim. Z przykrością muszę stwierdzić, że Jagiellonią nawet przy bardzo dobrym kapitanie ciężko się pływa już przy nieco gorszych warunkach – wiecznie szwankujący silnik, stare żagle, paskudnie wielki martwy kąt nie sprzyjają walce z żywiołem i pomimo, że może faktycznie kapitan tej opowieści zbytnio spanikował, nie wykazał się doświadczeniem i rozsądkiem, to trzeba mieć poprawkę na to, że temu jachtowi też nie można w 100% ufać i sytuacja mogłaby (choć nie zakładam że musiała) skończyć się tragicznie.

  19. Wszyscy pięknie opisują postawy różnych kapitanów, a ja mam tylko dwa pytania
    1. Czy jacht jest przeznaczony do celów komercyjnych, przechodzi wszystkie przeglądy i posiada kartę bezpieczeństwa
    2. Czy armator, lub organizator rejsu jest wpisany jako touroperator i posiada odpowiednie zezwolenie
    Przykro mi to pisać ale każdy kto wybiera się na taki rejs bez sprawdzenia tych dwóch elementów zasługuje ba wszystko co go spotka na rejsie

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wprowadź swój komentarz
Twoje imię

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.