Départ Etape 2 - La Palma (ESP)

Witold Małecki przepłynął metę regat Mini Transat w Saint François na Gwadelupie niespełna dwa tygodnie temu. Ostatnie dni to nie tylko odpoczynek po łącznie 26 dniach walki z Atlantykiem, ale także ciężka praca nad przygotowaniem jachtu do drogi powrotnej do Europy. Witkowi udało się znaleźć chwilę na podsumowanie swojej przygody. Gorąco zachęcamy do przeczytania.

Finisz projektu PRODATA na Mini Transat 2023 był bardzo intensywny. Same regaty to w sumie 25-26 dni na oceanie, ale ostatnie przygotowania zaczęły się już na w sierpniu, gdy zacząłem instalować na łódce elementy, o których na krótszych regatach się nie myśli – na przykład system zapasowego autopilota. Poświęciłem też trochę czasu na trening mentalny. Zadań było tak wiele, że sam nie dałbym rady. Na szczęście mogłem liczyć na wsparcie rodziny i przyjaciół. Mateusz, mój syn, spędził ze mną upojne dwa tygodnie we Francji realizując kolejne zadania z listy. Gdy kilka dni przed startem przyjechała do Les Sables d’Olonne pięcioosobowa ekipa brzegowa, nadal miałem dla nich zajęcie. Ostatecznie wszystko zostało dopięte na ostatni guzik…

Départ de la première étape de La Boulangère Mini Transat 2023 – Baie des Sables d’Olonne, lundi 25 septembre

Może jednak nie do końca… Okazało się, że zostało mi za mało mocy procesora na dobre przygotowanie strategii na pierwszy etap. Nie ułożyłem sobie w głowie scenariuszy na różne możliwości rozwoju sytuacji pogodowej, co jest niezwykle ważne, ze względu na skąpe dane, którymi dysponujemy w trakcie żeglugi. Zacząłem dobrze i po pierwszych czterech dobach (po przepłynięciu przez Zatokę Biskajską i minięciu przylądka Finisterre) znajdowałem się w okolicy 15-tego miejsca we flocie seryjnej – świetnie! Niestety, to co wywnioskowałem z podawanych przez radio prognoz, nie sprawdziło się. Przekombinowałem i zamiast płynąć najkrótszą drogą do celu, postanowiłem żeglować bliżej wybrzeża Portugalii. W ten sposób straciłem dobrą dobę i łódki z tyłu floty znalazły się z przodu (nie tylko przede mną). Na osłodę została wspaniała, szybka, baksztagowa żegluga w passacie w kierunku La Palmy – kiedy już go włączono.. Wynik sportowy mało satysfakcjonujący : 45 miejsce na 59 łódek we flocie…

Po 3 tygodniowej przerwie w Santa Cruz de La Palma, 28 października 2023 wystartowaliśmy do drugiego etapu. Nietypowo, bo tym razem passat “został wyłączony” i pierwsze 3-4 dni płynęliśmy pod wiatr. Tym razem większy nacisk położyłem na przygotowanie strategii meteo i to naprawdę sporo dało! Od początku znajdowałem się w czołówce floty łódek seryjnych, tych, które wybrały trasę północną, żeby jak najszybciej dotrzeć do passatu. Część floty obstawiła żeglowanie mocno na południe. Wiadomo było, że przez pierwsze 3 dni będą tracić, ale potem zaczną płynąć szybciej od “północnych”. Pytanie brzmiało: ile będą w stanie odrobić? Okazało się, że mieli tak korzystny kierunek wiatru i to o sile 25-30 węzłów, że najlepsze jachty skutecznie odrobiły 200 milową stratę (pokonując nawet 300 mil w ciągu doby!) i znalazły się w ścisłej czołówce. Do mety już cały czas miałem żeglugę w passacie, ale mocno “nerwowym”.

Départ Etape 2 – La Palma (ESP)

Według prognoz powinniśmy mieć wiatr o sile 15-18 węzłów, było 18-25 węzłów. W sumie to dobrze, bo żegluga była bardzo sprawna, ale równocześnie mało komfortowa, bo zafalowanie było bardzo pokrzyżowane, nierówne i większe niż siła wiatru. Potrzebne były częste zmiany między dużym i średnim spinakerem i praca z refami grota.

Moja żegluga była bardzo skuteczna i dzięki temu dopłynąłem do mety na 13 miejscu, z którego jestem bardzo zadowolony! Byłem niezwykle szczęśliwy w momencie przekraczania linii mety a radość trwała jeszcze kilka dni. Taka mieszanka wybuchowa emocji, na którą składało się zadowolenie z wyniku, radość z tego, że udało mi się dopłynąć bez żadnych poważnych awarii, radość, że dłużej tego nie będę musiał robić (jednak zmęczenie organizmu jest spore) i do tego szczypta (a może ciut więcej ?) żalu, że to już koniec…

Arrivée Etape 2 – Saint-François (GUADELOUPE – FR)

Tak, to koniec projektu MINI PRODATA na Atlantyku. Kilka dni temu (tj. w czwartek, 22 listopada – p. r.) skończyłem przygotowywanie łódki do transportu statkiem do Europy – wraz z 85 innymi jednostkami. W klasyfikacji generalnej regat zająłem ostatecznie 23 miejsce (póki co nieoficjalnie). Szczerze mówiąc liczyłem na nieco więcej, ale i z tego wyniku jestem zadowolony. Jak już powiedziałem wcześniej: “wstydu nie ma”. W końcu flota składała się z 59 jachtów a dobre 80 więcej chciało w  Mini Transacie wziąć udział, ale nie dostało się na listę startową.

Przez te dwa lata nauczyłem się bardzo dużo, przepłynąłem pewnie dobrze ponad 12000 mil morskich (biorąc pod uwagę regaty i treningi). Zaprzyjaźniłem się bardzo z łódką i trochę smutno, że to już koniec. Co zrobić, życie biegnie dalej! Dziękuję wszystkim dobrym ludziom, których spotkałem na swojej drodze. Również dzięki Wam realizacja mojego projektu była możliwa i skuteczna! Dziękuję wszystkim kibicom, którzy śledzili moje poczynania i których wsparcie czułem nawet wtedy, gdy od tygodnia nie miałem kontaktu ze światem! Mam nadzieję, że ze swojej strony dałem Wam trochę dobrej energii i pozytywnych emocji.”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wprowadź swój komentarz
Twoje imię

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.